Odcinek XXXVI Regaty z Rangiroa na Samoa z przystankiem na Tahiti

Późny start z Rangira oznacza prawie bezpośredni rejs na Samoa, gdzie mamy niebawem powitać na pokładzie załogę. El Nino testuje nas brakiem wiatru i najsilniejszymi podmuchami w historii naszej podróży.

Odcinek XXXIV – Rejs Markizy-Tuamotu i wizyta na Katiu

Po spędzeniu prawie miesiąca w rejsie z Galapagos na Markizy przelot Markizy-Tuamotu zdaje się być wypadem na sąsiednią wyspę, a nie na inny archipelag. Katiu wita nas jak na mały, leżący poza głównym szlakiem żeglarskim atol przystało… Miłego seansu!

Odcinek XXXI Zoo bez krat – Isla Isabela, Galapagos

Pierwszy z odosobnionych archipelagów Pacyfiku…

Rejs z Las Perlas na Galapagos

Przed opuszczeniem Panamy zapłynęliśmy na jeden dzień na Isla Condadora, aby wyczyścić kadłub przed dalszą drogą. Długi postój w Colon i Panama City sprawił, że dno Indry nie wyglądało za dobrze.
Galapagos jest pełne wymogów. Jednym z nich jest posiadanie nienagannie czystego dna jachtu, aby nie w wozić obcego życia. Czytaliśmy na stronie Noonsite, że władze portu, przy pomocy nurków, egzaminują każdy wpływający jacht na ich wody. Poświęciliśmy zatem Indrze szczególną uwagę i mimo walki z silnym prądem tego dnia bardzo dokładnie przygotowaliśmy dno łódki na kolejny etap podróży.

Start nie był lekki. Przez pierwszą dobę wiało do 45kn, fale były krótkie i dość agresywne. Po 24 godzinach wiatr zaczął słabnąć, a po 5 dniach zgasł zupełnie. Ocean stał się spokojny i płaski jak jezioro. To był najpiękniejszy odcinek tego rejsu. Świat stanął, a otaczający nas spokój dogłębnie przenikał. Przesiedzieliśmy długie godziny w kokpicie upajając nasze zmysły widokami płaskiej wody, zniewalającym zachodem słońca i zmysłową kompilacją księżyca, silnie świecącej Wenus i Marsa. Noc natomiast odsłoniła niebo pełne gwiazd i krystaliczne odbicia gwiazdozbioru w lustrze wody. Tej nocy nie byliśmy sami. Wokół jachtu słychać było obecność delfinów.

Po upojnych doznaniach postanowiliśmy wrócić do rzeczywistości. Włączyliśmy silnik i ruszyliśmy w poszukiwaniu wiatru. Po 12 godzinach trafiliśmy ponownie w strefę słabych wiatrów. Do genuy dostawiliśmy genaker na ówcześnie skonstruowany ze spinaker bomu bukszptyk i posunęliśmy do celu. Koncepcja dostawienia 3 żagla okazała się być bardzo trafna. Mimo słabego wiatru – 5 węzłów udało nam się utrzymywać prędkość jachtu 3-4kn. No, z lekką pomocą przychylnego prądu :)

9 dnia rejsu, 22 lutego o godzinie 2:34 UTC, na długości 87 30.62W przcięliśmy po raz pierwszy równik.

Po 10 dniach dotarliśmy na Galapagos, a 11 na Isla Isabela.
Pierwszy etap Pacyfiku, 1,050Nm zaliczony! Rejs był bardzo przyjemny i obfity w świeżego tuńczyka.

Jack, wielkie dzięki za częste przesyłanie prognozy pogody i propozycje kursu.

DSC01457

DSC01461

DSC01556

DSC01541

DSC01544

DSC01614_1

DSC01739

DSC01673

DSC01688

DSC01720