Klejnot w koronie – Tobago Cays

IMG_9095Rejs z St Vincent na Bequia trwał zaledwie parę godzin. Zatrzymaliśmy się w Admiralty Bay, głównie w celu uzupełnienia zapasów jedzenia i pitnej wody. Mieliśmy spore szczęście, gdyż trafiliśmy w przeddzień dwudniowego święta związanego z karnawałem, podczas którego wszystkie sklepy miały być pozamykane. Jedzenie udało nam się zakupić tego samego dnia, z uzupełnieniem zbiorników musieliśmy czekać do rana. O poranku okazało się, że wodę możemy dostać tylko od jedynej, krążącej po kotwicowisku łodzi z wielkimi zbiornikami, która oferowała zielonkawą deszczówkę. Świetnie, że deszczówka, ale to życie w niej lekko nas zastanawiało. Nie mieliśmy jednak żadnego wyboru, jedynie brać to co było dostępne. Wodę wzbogaciliśmy kroplą chloru, uzupełniliśmy wszystkie zbiorniki oraz pięciolitrowe baniaki i ruszyliśmy w kierunku raju, czyli Tobago Cays, nazywane klejnotem w koronie na mapie turystyki morskiej Karaibów.

Tobago Cays

Następnego dnia byliśmy już na miejscu. Tobago Cays to pięć niezamieszkałych wysp: Petit Rameau, Petit Bateau, Baradal, Petit Tabac i Jamesby leżących w archipelagu Grenadyn w południowej części Małych Antyli, które od 1999 roku w całości stanowią rezerwat przyrody – Tobago Cays Marine Park. Czterokilometrowa rafa w kształcie podkowy, eksplodująca przeróżnymi kolorami i finezyjnymi kształtami oraz bogactwem fauny, osłania cztery wyspy przed gniewem oceanu. Petit Tabac natomiast, leżąca na wschód, chroniona jest przed falami dwoma innymi rafami.

Widok na wyspę Baradal z JamesbyWidok na wyspę Baradal z JamesbyWidok z wyspy Baradal na południeWidok z wyspy Baradal na południeWidok na wyspę Petit Tabac  Widok na wyspę Petit Tabac  Widok na wyspę Jamesby z Baradal Widok na wyspę Jamesby z Baradal

Widok na Hoof Chanel i wyspy Petit Rameau (po prawej) i Petit Bateau (po lewej)
Widok na Hoof Chanel i wyspy Petit Rameau i Petit Bateau

W pierwszej kolejności zatrzymaliśmy się po nawietrznej stronie jednej z wysp, aby być na otwartej wodzie, mieć więcej przestrzeni i bliżej do rafy, od której planowaliśmy rozpocząć odkrywanie świata podwodnego. Po wskoczeniu do wody okazało się, że oceaniczne fale i prąd są na tyle silne, że eksplorowanie pobliskiej fauny i flory może być wielkim wyzwaniem. Chwilowe zawieszenie się na powierzchni sprawiało, że woda przemieszczała nas w sekundzie z dala od miejsca przeznaczenia. Każdy przepłynięty kawałek drogi kosztował nasze mięśnie sporo wysiłku, a obawa o powrót na jacht pod silny prąd zniechęcała do dalszej walki. Po trzydziestu minutach prób i zmagania się z naturą, wróciliśmy na pokład. Z marszu przestawiliśmy się na bardziej odległą od rafy, zawietrzną stronę wyspy. Tutaj był luksus! Jacht stał spokojnie, nie bujało no i nurkowanie stało się bardziej owocne. 

Z każdej strony otaczał nas śnieżnobiały piasek i lazurowa, krystalicznie czysta woda, a kotwicowisko bardzo chętnie odwiedzały rekiny – Lemon i Caribbean Reef shark, żółwie zielone i płaszczki. 

Carcharhinus perezii  Lemon shark, Carcharhinus perezii  Acanthurus coeruleus Acanthurus coeruleus Dasyatis americana zakopana w piaskupłaszczka, southern whiptale, Dasyatis americana whiptale2whiptale28 Zakotwiczyliśmy tuż przy malutkiej wyspie Baradal, po jej południowo-wschodniej stronie, która okazała sie być domem iguan – legwana zielonego (iguana iguana), żółwi lądowych i różnych gatunków ptaków. Iguany były dosłownie wszędzie. W związku z tym, że prowadzą nadrzewny tryb życia, głownie tam je znajdowaliśmy. Dumnie wyciągnięte na konarach drzew wygrzewały swoje ciała w promykach upalnego słońca.  legwana zielonego (iguana iguana) legwana zielonego (iguana iguana) legwana zielonego (iguana iguana)Żółwie natomiast, przy lekkim szumie suchych liści, oddawały się wzniosłej chwili. Nie mogliśmy wyjść z podziwu, że tak mała wyspa może tętnić, aż tak bogatym życiem. żółw lądowy

Tobago CaysWidok na lagunę z wyspy był przepiękny! Kompilacja bieli i lazuru inspirowała, zniewalała i pochłaniała bez reszty. Przez długie godziny mogłabym tak siedzieć i delektować zmysły cudem natury.

Niestety rodzinne wakacje po mału chyliły się ku końcowi, co oznaczało opuszczenie Tobago Cays już po niespełna trzech dniach. Czekał nas tylko krótki postój na Union Island w celu dopełnienia formalności imigracyjno-celnych przed opuszczeniem kraju i mogliśmy ruszać w kierunku Trynidad, skąd Natalia z Kubą łapali samolot powrotny.

Dwugodzinny rejs na Union Island odbyliśmy w ulewnym deszczu i silnym, w porywach do czterdziestu kn wietrze. Kiedy dotarliśmy na miejsce wciąż padało i wiało. Podpłynął do nas pracownik mariny i z wielkim stresem w głosie namawiał nas na skorzystanie z boi cumowniczej, gdyż twierdził, że nadciąga sztorm tropikalny i kotwica może nas nie utrzymać. Zaoferował nam bojkę przeznaczoną dla jednostek wielkości kutrów rybackich, abyśmy spokojnie i bezpiecznie mogli przeczekać wichury. Mimo, że sprawdzaliśmy prognozę pogody parę godzin wcześniej, przez jego panikę w głosie i kiepską pogodę, daliśmy się namówić. Żaden sztorm nie nadciągał, pogodę sprawdziliśmy ponownie po zejściu na ląd. Zostaliśmy zwyczajowo oszukani z próbą naciągnięcia nas na koszty, gdyż po sezonie niewiele się tam dzieje. Dzięki temu, że nie płaciliśmy za bojke z góry, bez wiekszych skrupułów opuściliśmy kotwicowisko bez płacenia za chwilowy postój.

Ruszamy na Trynidad…

Odcinek XXIII – Rejs prawie dookoła Antigui i dzika Barbuda

Uporaliśmy się z naprawą silnika i szwankującym alternatorem… życie na Indrze wróciło do normy. Na parę godzin przed podniesieniem kotwicy i startem w kierunku Haiti ładuję wreszcie kolejny odcinek.

Lazurowy zawrót głowy – Barbuda

7 kwietnia 2014 Spanish Point - Barbuda Barbuda to istny raj na ziemi! Prawie cała wyspa o powierzchni 161 km kwadratowych jest dziewicza, w nikłym stopniu dotknięta cywilizacją i turystyką. Znajdują się tu zaledwie dwa luksusowe kurorty i jedno jedyne miasto Codrington skupiające blisko całą ludność wyspy, około 1.600 osób. Połowa pracuje na stanowiskach budżetowych, cała reszta mieszkańców natomiast jakoś sobie radzi, aby przeżyć. Prowadzi mały sklepik z artykułami spożywczymi i AGD, restaurację, salon fryzjerski, poluje na dziką zwierzynę i poławia ryby. Na Barbudzie obowiązuje zakaz sprzedaży ziem obcokrajowcom, dzięki czemu wyspa wciąż zachowuje swój naturalny stan i malowniczy obraz.

Spanish Point Barbuda 9

Niemal w całości otoczona jest rafami koralowymi, krystaliczną wodą i uroczymi plażami z biało-różowym piaskiem, które ciągną się wzdłuż całej linii brzegowej a dziewiczy krajobraz dopełniają palmy, mangrowce i dzikie konie. Wyspa stanowi niemal jeden wielki rezerwat przyrody. Każdego roku przylatuje tu około 5000 fregat, by składać jaja.

IMG_2064

Duża ilość raf i płycizn Barbudy potrafi być zdradliwa przez co wiele statków zakończyło tam swój rejs. Na dnie spoczywa około 120 wraków. Byliśmy bardzo ostrożni planując nasze przybycie na Barbudę. Start z Antigui wyliczyliśmy tak, aby dotrzeć na miejsce kilka godzin przed południem. Skrupulatnie przestudiowaliśmy mapę planując bezpieczny kurs, a będąc już kilkaset metrów od obszarów oznaczonych na mapie jako niebezpieczne, z dziobu obserwowaliśmy wodę szukając turkusowej, piaszczystej drogi pomiędzy ciemno-spanish point kanal rafyniebieskimi wypłyceniami. Kiedy dotarliśmy do kanału rozciągającego się pomiędzy rafami ze wschodu na zachód, nadciągnęła ciężka chmura i sprawiła, że wszędzie wokół widzieliśmy tylko ciemno-niebieską wodę. Ucieszyliśmy się bardzo z uwzględnionego na nieprzewidziane zdarzenia czasu, wykonaliśmy szybki zwrot na wschód, aby odpłynąć od niebezpieczeństw i przeczekać ograniczoną widoczność. Słońce wyszło zza chmur po kwadransie, a że było dwie godziny przed zenitem, idealnie podświetlało wodę przed dziobem skierowanym ponownie na zachód i spokojnie dotarliśmy do celu. Po zrzuceniu kotwicy wody pod kilem mieliśmy zaledwie pół metra – cała zatoka jest płytka, w porywach do trzech metrów i bardzo spokojna. Woda stanowi ponad połowę widnokręgu, co daje wspaniałe uczucie przestrzeni i bliskości oceanu. Otaczająca zatokę od południa i południowego zachodu gęsta rafa, zapobiega wdzieraniu się martwej fali, która potrafi mocno rozbujać zakotwiczony jacht.

Bezludne, urocze, zniewalające Spanish Point – nasze pierwsze zetknięcie z nieokiełznaną Barbudą. Barbuda - Spanish PointSpanish Point Barbuda 5Spanish Point Barbuda 1Spanish Point Barbuda 6

W takich miejscach naszą główną atrakcją jest obserwacja życia podwodnego. Spanish Point to raj dla nurków. Rafa roztacza się z każdej strony i ciągnie przez parę mil. Kontakt ze światem podwodnym jest jak balsam dla naszych dusz. Otaczająca nas fauna i flora, bogactwo kolorów i kształtów rafy, które momentami przypominają rzeźby, różnorodność ryb i białe, piaszczyste dno hipnotyzują i przenoszą w baśniowy wymiar. Sprawiają, że umysł nie błądzi po tematach, które zostawiliśmy nad wodą. Już przy pierwszym zanurzeniu jesteśmy tu i teraz i każdym zmysłem chłoniemy piękno chwili.

Spanish Point - tak wygladalo nasze kotwicowisko

caribbeanwhiptailstingray8Największe wrażenie zrobiły na nas płaszczki – Caribbean Whiptail Stingray (po lewej) i Southern Stingray (po prawej). Są raczej nieśmiałe, przyjaźnie nastawione do nurków i niesamowite, kiedy próbują zakopać się w piasku. Leżąc na dnie wachlują płetwami robiąc przy tym sporo zamieszania i burzę piaskową. Piach unosi southernray7 150x112się z dna i osiada na nich tworząc bezpieczną osłonę typu „mnie tu nie ma!”. Jeśli są jednak w ruchu to wyglądają jak ptaki szybujące po niebie, z gracją poruszając płetwami suną przed siebie.

Po kilku godzinach przebywania w wodzie, milo jest ogrzać ciało w promykach upalnego słońca.

Spanish Point Barbuda Indra 2Spanish Point to również cudowne miejsce na piesze wędrówki. Krótka droga przez lasek mangrowy prowadziła nad ocean. Czasami woda była tak wzburzona, że fale rozbijające się o skały rosły spektakularnie na wysokość pięciu metrów.

Spanish Point - Atlantyk Barbuda 3

Po tygodniowej wizycie przy Spanish Point przenieśliśmy się na parę dni do zatoki Cocoa, oddalonej o dwie mile na zachód. Równie piękne miejsce z czarującymi rafami, ciągnącą się w nieskończoność plażą i żółwiami pływającymi po kotwicowisku.

Cocoa Point BarbudaPrzed opuszczeniem Barbudy zmuszeni byliśmy oderwać się od rajskiego, dziewiczego klimatu i zawitać w cywilizacji. Codrington odwiedziliśmy w celu dopełnienia formalności imigracyjno-celnych. Dotarcie do miasta było nie lada wyzwaniem, ponieważ Codrington leży w głębi wyspy po drugiej stronie olbrzymiej, nieżeglownej laguny. Wyprawa do miasta wniosła wiele ekscytacji, momentami z dreszczykiem emocji i odmiany od naszego idyllicznego pobytu na Barbudzie. Aby tam się dostać zapłynęliśmy jachtem w pobliże najwęższego i najbardziej płaskiego odcinka mierzei oddzielającej morze od laguny. Stąd dzieliło nas od celu już tylko, lub aż, przeniesienie naszego ciężkiego pontonu przez piaszczystą barierę i półtora milowe motorowanie przez lagunę.

Barbuda Low Bay Codrington 382x200

Ponton sprytnie udało nam się przeciągnąć po piasku, ale zwodowanie go nie było już takie proste. Po drugiej stronie przywitała nas zadziwiająco duża, jak na lagunę fala, wzbudzona przez wiejący, w porywach do 25 kn wiatr. Po kilku nieudanych próbach abordażu, w końcu udało nam się wystartować. Nasz silnik nie czuł powagi sytuacji i momentami odmawiał współpracy, co groziło powrotem na brzeg. Sam powrót i ponowna walka z falą nie stanowiłyby wielkiego problemu, gdyby nie to, że w wodzie, na trzy metry w głąb laguny, powbijane były stalowe pręty, na które nas znosiło. Cześć prętów miała bezpieczną dla naszego pontonu wysokość i była widoczna z nad wody, część natomiast znajdowała się pod wodą. Obawialiśmy się bardzo, że nasz dmuchany pojazd może nie przeżyć kontaktu z jednym z zanurzonych drutów. Na całe szczęście, zaledwie po piętnastu minutach prób i bez obrażeń byliśmy już w drodze, a po niespełna godzinie zmagania się z falą i wiatrem, dotarliśmy na miejsce. Miasto przywitało nas totalna pustką i ciszą.

IMG_2021

IMG_2029

Pod urząd imigracyjny dotarliśmy o 15:00. Niestety nie udało nam się nic załatwić, ponieważ tego dnia urząd pracował do 14:00, co oznaczało koleją przeprawę przez niespokojne wody laguny następnego dnia. Zrobiliśmy sobie spacer główną ulicą, aż w końcu dotarliśmy do jedynego, otwartego sklepu spożywczego. Przed sklepem grupka młodych chłopaków grała w karty popijając ukradkiem piwo. Był to Wielki Piątek i tego dnia na wyspie obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu. Ucięliśmy sobie pogawędkę z właścicielem sklepiku. Opowiadał nam o tym jak spokojnie i powoli toczy się życie na Barbudzie. O tym, że dziś wielu młodych mieszkańców nie docenia uroków rajskiego klimatu Barbudy i zaraz po ukończeniu szkoły ucieka z wyspy do większych miast w poszukiwaniu „bogatszego” życia. Wspominał również, że Barbuda odwiedzana była przez Księżną Dianę, która zatrzymywała się w okolicach Codrington, w kurorcie K Club. 1-go lipca 2011 roku plaża przy tymże kurorcie została nazwana jej imieniem. Podczas ceremonii w powietrze wypuszczono 50 ekologicznych lampionów, które miały symbolizować jej 50-te urodziny jak również światło nadziei na spokojną przyszłość i harmonię na świecie.

Święta Wielkanocne mieszkańcy wyspy spędzają nad brzegiem morza, przy Spanish Point. Rozbijają namioty, pływają na kite’ach, palą wielkie ognisko, rozstawiają grille i tak biesiadują rodzinami przez całe dwa świąteczne dni. Miła alternatywa do polskiego, statycznego świętowania przy stole.

Nasza wizyta następnego dnia w urzędzie imigracyjnym zakończyła się sukcesem. Przeniesienie pontonu przez mierzeję i wodowanie w rozbujałych wodach laguny było również bardzo udane. Miasteczko tym razem tętniło życiem. Mieliśmy okazję poznać wielu przemiłych mieszkańców Codrington i skosztować lokalnej kuchni – duszony ogon woła podawany z ryżem wzbogaconym o zieloną część selera, smażonymi na głębokim oleju ziemniakami i bukietem pysznych surówek.

IMG_1995

IMG_2090 285x150Nasze pierwsze Święta Wielkanocne w tropikach, w Low Bay. Podtrzymaliśmy tradycję malowania i stukania się jajami oraz świątecznego śniadania. Krótki kontakt telefoniczny z naszymi rodzinami sprawił, że dopiero dziś poczuliśmy jak jesteśmy daleko od wszystkich.

Barbuda to jedna z najpiękniejszych karaibskich wysp jakie do tej pory odwiedziłam. Pobyt tam był wyjątkowy pod każdym względem i magiczny. Wyspa zauroczyła mnie swym dziewiczym stanem, kryształem wody, niebywałym spokojem i bogatym życiem podwodnym. Nie wierzyłam, że takie miejsca jeszcze istnieją i mogą być tak skutecznie chronione przed ludzką destrukcją. Bez chwili zawahania bym tam wróciła.

Doki Nelsona – Antigua

23 marca 2014

Antigua to jedna z trzech wysp należących do kraju Antigua i Barbuda. Powstała 34 miliony lat temu po podmorskim wybuchu wulkanu. Zaczęły wtedy rosnąć rafy koralowe i tworzyć się wapienne osady poszerzające się w kierunku północno – wschodnim. Dzięki temu powierzchnia wyspy jest dość różnorodna, od piasku powstałego z wapiennych muszli po koralowce, skały wulkaniczne i gliniastą glebę. Antigua to wyspa 365 białych i różowych piaszczystych plaż i niezliczone ilości małych zatoczek. Ze względu na swe położenie, określana bywa sercem Karaibów. Językiem urzędowym jest angielski, w użyciu jest również kreolski.

Żeglowanie z Gwadelupy na Antiguę było bardzo przyjemne. Już dawno nam się tak miło nie płynęło. Wiało do 15 kn a morze było płaskie, tak więc Indra sunęła do celu błyskawicznie i bez większego wysiłku. Do English Harbour, dawnej bazy admirała Lorda Nelsona, dotarliśmy szybciej niż zakładaliśmy, w samym środku nocy. Kotwicowisko było oświetlone dzięki bliskiemu sąsiedztwu mariny i doku, tak więc znalezienie odpowiedniego miejsca na zrzucenie kotwicy nie było trudne. Do tego noc była bardzo spokojna a woda w Ordnance Bay wyglądała jak tafla szkła.

English Harbour Nelson's Dockyard 4

English Harbour 2English Harbour 7 150

O poranku wybraliśmy się do portu zgłosić nasze przybycie na Antiguę w urzędzie celnym i przy okazji wdrapać się na ufortyfikowany cypel, z którego rozpościera się piękna panorama na południowe klify i odrestaurowany dok. Miejsce jest śliczne, dopieszczone w najdrobniejszym kawałku. Sporo budynków z kamienia jak i fort, pamiętające Nelsona, przenoszą w XVIII-wieczny klimat. W tych historycznych budynkach znajduje się dziś biuro mariny, urząd celny, bank, poczta, mini supermarket, butiki, warsztaty żaglomistrza i innych usług jachtowych, restauracje oraz muzeum Nelsona. Wszystko wygląda uroczo, tyle że głównie nastawione jest na żeglarzy turystów a nie żeglarzy włóczęgów. Nawet kotwicowisko jest płatne, tak więc długo tam nie gościliśmy.

English Harbour Nelson's Dockyard 3English Harbour Nelson's Dockyard 2

English Harbour 4Dzień później ruszyliśmy na wschód i zakotwiczyliśmy w Willoughby Bay, z dala od „ekskluzywnej cywilizacji”. Wnet po dotarciu na miejsce wybraliśmy się na pobliską rafę. W stosunku do wcześniej odwiedzonych przez nas wysp, Antigua zachwyca większą różnorodnością gatunków korali i ryb. Niezliczona ilość labiryntów i jamek powstała w wapiennych osadach stanowi schronienie dla bogatej fauny. Rafa jest przepiękna, różnokolorowa o finezyjnych kształtach, pełna życia i chętnie odwiedzana przez rekiny – Caribbean Reef Shark. Z jednym, około 2 metrowym, mieliśmy okazje stanąć oko w oko. Podpłynął do nas, rozejrzał się i ufff…odpłynął. Napotkany przez nas rekin był pokojowo nastawiony, ale słyszeliśmy o przypadkach, kiedy to już nawet metrowe osobniki potrafiły walczyć o upolowane przez nurka ryby, zagrażając jego życiu.

Po kilkudniowym wypoczynku w Willoughby Bay ruszyliśmy w kierunku Green Island. Zatrzymaliśmy się w zatoce Rickett Port. Widok „z okna” zapierał dech w piersiach – dzika plaża z białym piaskiem, mieniące się błękitem i turkusem morze i mangrowce. Mimo tego, że takie widoki nie są nam już obce, za każdym razem zachwycają na nowo i coraz intensywniej! Rafa jest mała, więc opłynęliśmy ją całą w przeciągu paru godzin. W zamian rozrywaliśmy się na brzegu i kulinarnie przygotowując uczty dla podniebienia.

Green Island 2

Green Island 1

Ognisko na plazy - Green Island, AntigaLangusta v1Langusty stały się naszym największym przysmakiem. Jadalne mięso znajduje się w odwłoku i czułkach, jest bardzo delikatne, białe i niezwykle smaczne. Żywą langustę wkładamy do wrzątku i gotujemy przez 10-15 minut. Po obraniu z pancerza nadaje się od razu do spożycia. Mięso jest bogate w naturalne smaki, ma w sobie dużo słodyczy, tak więc nie potrzebuje w ogóle przypraw. My lubimy eksperymentować w kuchni, tak więc nasze zdobycze podajemy wzbogacone o „szczyptę serca”. Alternatywą do gotowania jest przekrojenie surowego odwłoka wwzdłuż, od płetwy do tułowia, rozłożenie go na kształt motyla i smażenie na masełku z czosnkiem. Moglibyśmy je jeść każdego dnia. Poza posiadanymi walorami smakowymi, langusty są również naturalnym wskaźnikiem czystości wód.

Kolejny postój – Long Island. Cała wyspa o powierzchni około 1 km kwadratowego jest prywatna. Znajdują się na niej luksusowe wille do wynajęcia i restauracje. Mimo, że wyspa jest prywatna, każdy może postawić na niej swoją stopę, jeśli jest choć klientem jednej z restauracji. Cena posiłku dla jednej osoby nie schodzi poniżej 100 USD. Nas przyciągnęła do Jumby Bay otwarta sieć wifi, z której spokojnie korzystaliśmy stojąc na kotwicy 400 metrów od plaży.

Long Isnald 2 panorama 2

eagleray7rNajwiększą atrakcją wód Long Island była piękna Spotted Eagle Ray. Półtora metrowej szerokości „orzeł przefrunął” majestatycznie przed naszymi maskami ciągnąc za sobą niebywale pokaźny ogon, stanowiący przynajmniej 2/3 długości całej płaszczki. Jej głowa przypomina z profilu głowę delfina a ubarwienie czarująco kontrastuje z piaszczystym dnem.

Nie tylko drogie kurorty znajdują się na nawietrznej stronie Antigui. Hell’s Gate to cudowne, dzikie miejsce i zniewalające skały. Nigdy nie przypuszczałam, że z taką radością będę leżała tuż u piekła bram.

U piekla bram - Hells Gate, AntigaKończące się zapasy warzyw, owoców i wody zmusiły nas do opuszczenia dziewiczych miejsc i kontaktu z cywilizacją. Ponadto chcemy już niebawem ruszać na Barbudę, a tam z uzupełnianiem zapasów może być krucho.

St Johns Antiga

IMG_1437 c 150Zapłynęliśmy do St. John’s, stolicy Antigui i Barbudy, które jest największym portem na wyspach jak i skupiskiem prawie 65% ludności zamieszkującej wszystkie trzy wyspy. Port jest śliczny, kolorowy i bardzo zadbany. Wiele zabytkowych budynków z cegły jak i drewnianych z kamienną podmurówką odrestaurowano i zaadoptowano. Oryginalności dodają pozostawione kadzie, zbiorniki i części silników parowych pamiętające czasy świetności portu.

Informacje w naszej locji były przedawnione i wody w tym miejscu nie udało nam się dostać, ale uzupełniliśmy za to stan owoców i warzyw. W planie mieliśmy również posmakowanie lokalnej kuchni. Nasze długie poszukiwania tradycyjnej potrawy Antigui – Fungi and Pepperpot – gęstej potrawy z duszonych, pikantnie przyprawionych warzyw podawanej z solonym mięsem i pierożkami, zakończyły się fiaskiem. Wszystko wskazuje na to, że w dzisiejszych czasach kontynentalne potrawy wypierają tradycyjną kuchnię…

IMG_1412W zamian trafiliśmy do Roti King, by skosztować popularny w tych okolicach roti. My skusiliśmy się na beef roti, czyli naleśnik z duszoną wołowiną, zielonym groszkiem, ziemniakami i przyprawami. Inne wariacje roti to chicken roti, conch roti i wersja wegetariańska. Potrawa ta przybyła na Karaiby wraz z mieszkańcami Indii, którzy zasiedlili miedzy innymi St. John’s. Król Roti, taki przydomek nosi właściciel restauracji, jest synem jednego z zasiedleńców. Wspominał, że potrawa została lekko zmodyfikowana przez lata i dziś można by śmiało powiedzieć, że jest lokalnym daniem. Była bardzo smaczna, ale mimo wszystko przypominała nam silnie hinduską kuchnię.

Dowiedzieliśmy się, że najbliższe miejsce, gdzie dostaniemy wodę to Jolly Harbour, oddalone 10 mil morskich od stolicy. Antigua cierpi na małą ilość opadów, stąd częste susze, brak lasów, rzek, źródeł oraz problemy z pitną wodą. Na wyspie słodką wodę uzyskuje się miedzy innymi odsalając wodę morską, dlatego też nie każde komercyjne miejsce oferuje sprzedaż wody prywatnym jachtom.

Jeden z trzech masztów po lewej

Jeden z masztów po lewej

W drodze z St John’s do Jolly Harbour mijaliśmy Deep Bay, gdzie zatopiony jest wrak. Postanowiliśmy więc zrobić postój i spędzić w tej okolicy dodatkowy dzień. Trzymasztowiec Andes, który zatonął w 1905 roku,  transportował smołę z Trynidadu na Antiguę. Dotarł do St. John’s, ale nie dostał pozwolenia na wpłynięcie do portu, ponieważ zauważono na pokładzie pożar. Zakotwiczył tuż obok, w Deep Bay. Załoga próbowała ugasić pożar, ale po otwarciu włazów i wpuszczeniu powietrza do ładowni, pożar szybko się rozprzestrzenił. Statek zatonął osiadając na 5 metrach głębokości i jest dziś atrakcją turystyczną. Ponoć sporo pięknych ryb znalazło sobie tam schronienie. Nie mieliśmy jednak szczęścia zobaczyć go z bliska, bo przejrzystość wody tego dnia nie przekraczała pół metra. Prognoza pogody zapowiadała równie silne wiatry na najbliższe dni, więc szanse na zmniejszenie fali przybojowej i zwiększenie widoczności były nikłe. Postanowiliśmy nie przedłużać naszego pobytu w Deep Bay, uzupełnić wodę w Jolly Harbour i o świcie ruszyć na Barbudę.

 

Odcinek XXII – Rejs Trynidad – Gwadelupa z przystankiem na Martynice

Chaguaramas to jak do tej pory najmniej atrakcyjne z odwiedzonych przez nas kotwicowisk. Mimo nie najepszej prognozy postanawiamy wciągnąć kotwicę i teleportować się do jakiejś pięknej zatoki z krystaliczną wodą i żółwiami zamiast statkami i ropą wokół jachtu. Po wyjściu z zatoki Paria obieramy kurs północno-wschodni i trzymamy się nawietrznej…
Gwadelupa zaskakuje nas bogactwem życia w rezerwacie Jaques’a Cousteau i silnym spadowym wiatrem w nocy. Żegnamy ją krótką wizytą w Deshaies.