Klejnot w koronie – Tobago Cays

IMG_9095Rejs z St Vincent na Bequia trwał zaledwie parę godzin. Zatrzymaliśmy się w Admiralty Bay, głównie w celu uzupełnienia zapasów jedzenia i pitnej wody. Mieliśmy spore szczęście, gdyż trafiliśmy w przeddzień dwudniowego święta związanego z karnawałem, podczas którego wszystkie sklepy miały być pozamykane. Jedzenie udało nam się zakupić tego samego dnia, z uzupełnieniem zbiorników musieliśmy czekać do rana. O poranku okazało się, że wodę możemy dostać tylko od jedynej, krążącej po kotwicowisku łodzi z wielkimi zbiornikami, która oferowała zielonkawą deszczówkę. Świetnie, że deszczówka, ale to życie w niej lekko nas zastanawiało. Nie mieliśmy jednak żadnego wyboru, jedynie brać to co było dostępne. Wodę wzbogaciliśmy kroplą chloru, uzupełniliśmy wszystkie zbiorniki oraz pięciolitrowe baniaki i ruszyliśmy w kierunku raju, czyli Tobago Cays, nazywane klejnotem w koronie na mapie turystyki morskiej Karaibów.

Tobago Cays

Następnego dnia byliśmy już na miejscu. Tobago Cays to pięć niezamieszkałych wysp: Petit Rameau, Petit Bateau, Baradal, Petit Tabac i Jamesby leżących w archipelagu Grenadyn w południowej części Małych Antyli, które od 1999 roku w całości stanowią rezerwat przyrody – Tobago Cays Marine Park. Czterokilometrowa rafa w kształcie podkowy, eksplodująca przeróżnymi kolorami i finezyjnymi kształtami oraz bogactwem fauny, osłania cztery wyspy przed gniewem oceanu. Petit Tabac natomiast, leżąca na wschód, chroniona jest przed falami dwoma innymi rafami.

[easy_ad_inject_2]

Widok na wyspę Baradal z JamesbyWidok na wyspę Baradal z JamesbyWidok z wyspy Baradal na południeWidok z wyspy Baradal na południeWidok na wyspę Petit Tabac  Widok na wyspę Petit Tabac  Widok na wyspę Jamesby z Baradal Widok na wyspę Jamesby z Baradal

Widok na Hoof Chanel i wyspy Petit Rameau (po prawej) i Petit Bateau (po lewej)
Widok na Hoof Chanel i wyspy Petit Rameau i Petit Bateau

W pierwszej kolejności zatrzymaliśmy się po nawietrznej stronie jednej z wysp, aby być na otwartej wodzie, mieć więcej przestrzeni i bliżej do rafy, od której planowaliśmy rozpocząć odkrywanie świata podwodnego. Po wskoczeniu do wody okazało się, że oceaniczne fale i prąd są na tyle silne, że eksplorowanie pobliskiej fauny i flory może być wielkim wyzwaniem. Chwilowe zawieszenie się na powierzchni sprawiało, że woda przemieszczała nas w sekundzie z dala od miejsca przeznaczenia. Każdy przepłynięty kawałek drogi kosztował nasze mięśnie sporo wysiłku, a obawa o powrót na jacht pod silny prąd zniechęcała do dalszej walki. Po trzydziestu minutach prób i zmagania się z naturą, wróciliśmy na pokład. Z marszu przestawiliśmy się na bardziej odległą od rafy, zawietrzną stronę wyspy. Tutaj był luksus! Jacht stał spokojnie, nie bujało no i nurkowanie stało się bardziej owocne. 

Z każdej strony otaczał nas śnieżnobiały piasek i lazurowa, krystalicznie czysta woda, a kotwicowisko bardzo chętnie odwiedzały rekiny – Lemon i Caribbean Reef shark, żółwie zielone i płaszczki. 

Carcharhinus perezii  Lemon shark, Carcharhinus perezii  Acanthurus coeruleus Acanthurus coeruleus Dasyatis americana zakopana w piaskupłaszczka, southern whiptale, Dasyatis americana whiptale2whiptale28 Zakotwiczyliśmy tuż przy malutkiej wyspie Baradal, po jej południowo-wschodniej stronie, która okazała sie być domem iguan – legwana zielonego (iguana iguana), żółwi lądowych i różnych gatunków ptaków. Iguany były dosłownie wszędzie. W związku z tym, że prowadzą nadrzewny tryb życia, głownie tam je znajdowaliśmy. Dumnie wyciągnięte na konarach drzew wygrzewały swoje ciała w promykach upalnego słońca.  legwana zielonego (iguana iguana) legwana zielonego (iguana iguana) legwana zielonego (iguana iguana)Żółwie natomiast, przy lekkim szumie suchych liści, oddawały się wzniosłej chwili. Nie mogliśmy wyjść z podziwu, że tak mała wyspa może tętnić, aż tak bogatym życiem. żółw lądowy

[easy_ad_inject_1]

Tobago CaysWidok na lagunę z wyspy był przepiękny! Kompilacja bieli i lazuru inspirowała, zniewalała i pochłaniała bez reszty. Przez długie godziny mogłabym tak siedzieć i delektować zmysły cudem natury.

Niestety rodzinne wakacje po mału chyliły się ku końcowi, co oznaczało opuszczenie Tobago Cays już po niespełna trzech dniach. Czekał nas tylko krótki postój na Union Island w celu dopełnienia formalności imigracyjno-celnych przed opuszczeniem kraju i mogliśmy ruszać w kierunku Trynidad, skąd Natalia z Kubą łapali samolot powrotny.

Dwugodzinny rejs na Union Island odbyliśmy w ulewnym deszczu i silnym, w porywach do czterdziestu kn wietrze. Kiedy dotarliśmy na miejsce wciąż padało i wiało. Podpłynął do nas pracownik mariny i z wielkim stresem w głosie namawiał nas na skorzystanie z boi cumowniczej, gdyż twierdził, że nadciąga sztorm tropikalny i kotwica może nas nie utrzymać. Zaoferował nam bojkę przeznaczoną dla jednostek wielkości kutrów rybackich, abyśmy spokojnie i bezpiecznie mogli przeczekać wichury. Mimo, że sprawdzaliśmy prognozę pogody parę godzin wcześniej, przez jego panikę w głosie i kiepską pogodę, daliśmy się namówić. Żaden sztorm nie nadciągał, pogodę sprawdziliśmy ponownie po zejściu na ląd. Zostaliśmy zwyczajowo oszukani z próbą naciągnięcia nas na koszty, gdyż po sezonie niewiele się tam dzieje. Dzięki temu, że nie płaciliśmy za bojke z góry, bez wiekszych skrupułów opuściliśmy kotwicowisko bez płacenia za chwilowy postój.

Ruszamy na Trynidad…

Szampańska Rafa, Dominika

Champagne Reef to jedno z najciekawszych miejsc do rurkowania (pływania z maską i rurką) na Karaibach – płytkie wody, bąbelki gazów wuklkanicznych, korale, gąbki i naćpane siarkowodorem rybki, które zdają się nie przejmować obecnością alfa predatora, ale jeśli już, to schodzą mu z drogi w bardzo wyluzowanym stylu.

Zdjęcia wyglądają jak z archiwów, ponieważ wykonałem je swoją pierwszą, byłą kamerą podwodną… łyknęła trochę tej szampańskiej wody i chyba jej siarkowodór zaszkodził, bo nie ożyła mimo osuszenia jej wnętrza.