Odcinek XXXI Zoo bez krat – Isla Isabela, Galapagos

Pierwszy z odosobnionych archipelagów Pacyfiku…

If I had a boat…

Jestem z Indrą, Patrycją i Huzarem od samego początku. Od pierwszych pomysłów na rejs, od znalezienia ogłoszenia sprzedaży jachtu w internecie, przez rejs wokół Walii, Kornwalii i Anglii pod Londyn, przejście Atlantyku i początki karaibskiej włóczęgi. Od marca, kiedy wróciłem do Europy, jestem z nimi już tylko myślą i kibicuję im przeglądając kolejne wpisy i oglądając wyprodukowane przez Huzara filmy.

Kiedy w listopadzie, na kilka tygodni przed kolejnym moim kanaryjskim rejsem, usłyszałem tę piosenkę (ale w wykonaniu Lyle’a Lovett’a dla BBC) od razu o nich pomyślałem. Przypomniały mi się nasze wcześniejsze wspólne chwile i zajrzałem do archiwum.  Poniżej wybrane z kilku lat znajomości momenty zarejestrowane okiem kamery.

Rejs z Curacao na Haiti

DCIM103GOPRO

Okres huraganowy dobiegł końca, więc przyszedł czas na nas, aby opuścić Curacao i ruszyć w dalszą drogę. Na Curacao spędziliśmy trzy miesiące. Wiele się działo przez ten czas. Było relaksacyjnie i ekscytująco, kiedy walczyliśmy z siłami natury, nie obeszło się również bez intensywnych prac nad jachtem. Tym razem silnik pokładowy domagał się troski i wnikliwej uwagi. Dziś, po wymianie większości uszczelek, alternatowa i wyczyszczeniu głowicy oraz zaworów jest już szczęśliwy i pracuje bez zarzutów.

Chwilę po opuszczeniu Santa Cruz udało nam się złowić cztery, sporej wielkości tuńczyki. Rozpieszczaliśmy podniebienia surową i bardzo delikatną rybką, jak i w różnych innych gotowanych kombinacjach przez cały rejs.
Po tak długiej przerwie w pływaniu bardzo silnie odczuwaliśmy dyskomfort z faktu niestabilnej podłogi. Nie służą nam tak długie postoje. Ciało i umysł totalnie odwykły od bujania. Pogoda zapowiadała 15-20 kn, wiało natomiast 20-30 kn, tak więc Indra sunęła do celu jak szalona.

Jacmel blogPo trzydniowym rejsie (400 Nm) dotarliśmy na Haiti. Zatrzymaliśmy się w Jacmel, malowniczym miasteczku liczącym 26,000 mieszkańców. Jacmel przeszło silne trzesienie ziemi i tsunami w 2010 roku. Ślady klęski żywiołowej wciąż są widoczne w postaci ruin falochronu i w naruszonych konstrukcjach budynków.
Haiti jest najsłabiej rozwinętym krajem na morzu karaibskim. Po wygranej wojnie z Francuzami o niepodległość w 1804 roku, Haitańczycy dopiero 50 lat temu spłacili swój dług Francuzom.
Bieda na wyspie sprawiła, że większość łodzi rybackich wciąż napędzana jest wiatrem. Żagle zrobione są głównie z worków lub starych prześcieradeł. Nie możemy oderwać oczu jak i obiektywów od rybaków na morzu. Mamy nadzieję, że tradycja łodzi rybackich przetrwa tu na wieki.

sloop blog

Sto procent Haitańczyków wyznaje wschodnio-afrykańską kulturę voodoo. Podczas wojny z wojskiem Napoleona Haitańczycy wykorzystywali voodoo do wzbudzenia stachu w przeciwniku. Jeden ze współczesnych lokalnych celebrytow ewangelistów twierdzi, że ostatnie trzęsienie ziemi zostało zesłane przez Boga za zawarcie paktu z diabłem długie lata temu, podczas wojny z Francuzami. Tubylcy mówią, że dziś voodoo wykorzystują jedynie w pacyfistycznych celach. Każdy w domu ma ołtarzyk i modli się do duchów voodoo o zdrowie i dobrobyt.

Dopływając do Jacmel mieliśmy nadzieję na zorganizowanie wigilii w gronie żeglarzy. Niestety poza naszą Indrą, nie ma tu żadnego innego jachtu. Wszystko wskazuje na to, że całe święta spędzimy sami, ale Nowy Rok już w większym i wyszukanym, bo rodzinnym gronie. Natalia z Kubą, zachwyceni ostatnią wizytą na Karaibach, ponownie do nas przylatują. Za parę dni odbieramy ich z lotniska w Port-au-Prince i ruszamy w kierunku Ile-a-Vache.